Gdy głos zabierają przeciwnicy przemocy w grach, zaraz pojawia się masa obrońców z „kontrargumentem” w postaci brutalnych filmów. Po pierwsze, o ile mnie pamięć nie myli, to do niedawna kina przestrzegały ograniczeń wiekowych narzuconych na dany seans, a wyjątkiem była obecność dorosłego. W przypadku osoby niepełnoletniej odpowiedzialność za to, co robi, ponosi jej opiekun i nie widzę w tym problemu. Dobrze, widzę problem, ale o tym za chwilę. Druga sprawa, w przeciwieństwie do filmu gra jest interaktywna i najczęściej w brutalnych scenach gracz bierze czynny udział. Nie jest wyłącznie biernym obserwatorem. Przyjmuje rolę „dobrego” albo „złego” (jeżeli ma taki wybór). Trzecia sprawa, teorie na temat złego wpływu gier mają tyleż zwolenników, co przeciwników. O ile wpływ gry na psychikę osoby pełnoletniej zależy już wyłącznie od kondycji psychicznej i wcześniejszego kształtowania jej przez znacznie silniejsze czynniki niż gry komputerowe, o tyle co najmniej do wieku 13 lat (nie bez powodu będącego dolną granicą częściowej, prawnej odpowiedzialności) wpływ na psychikę ma wszystko. Tak naprawdę nie można sztywno określić, że coś działa na dzieci w takim a takim przedziale wiekowym, a w innym nie ma żadnego wpływu. Nie bez powodu tempo rozwoju każdego dziecka jest inne, wszyscy się różnimy. Nie wolno tego bagatelizować.

Winą próbuje się obarczyć sprzedawców

W materiale emitowanym przez TVP trafiamy na fragment, w którym słyszymy, że PEGI to system dobrowolny, który nie musi być przestrzegany przez sprzedawcę nawet jeżeli przestrzega go dystrybutor i nie grożą za to kary, bo od czego są rodzice. Teoretycznie to brzmi prawidłowo, odpowiedzialność za to, jakie gry kupują dzieci ponoszą rodzice. W praktyce, to brzmi „sprzedawca powinien zwracać uwagę, ale tego nie robi”. Wierzcie lub nie, ale wielokrotnie sprzedawca zwraca uwagę na wiek kupującej grę osoby. Tylko jakie to ma znaczenie, jeżeli zaraz podejdzie rodzic, który w najlepszym razie po prostu kupi dziecku grę, a w najgorszym zrobi awanturę o to, że lepiej wie co dla jego dziecka jest dobre i sprzedający nie ma prawa go pouczać. To nie są przypadki wyssane z palca.

Moim zdaniem nałożenie obowiązku legitymowania kupującego grę przeznaczoną dla osób pełnoletnich jest dobrym pomysłem. Gdy sprawa zostanie uregulowana prawnie, „myślący inaczej” opiekun dziecka nie będzie miał prawa do awantury, a nieświadomy może zdoła sobie uzmysłowić, że coś z tym prezentem dla dziecka jest nie tak. Świadomi rodzice i tak nie polegają wyłącznie na oznaczeniach. Pytają o opinie znajomych, czytają opisy w internecie, czy oglądają nagrania z rozgrywki.

Nie będę poruszał tematu reklamowania brutalnych gier, bo tu akurat sytuacja jest dokładnie taka sama, jak w przypadku brutalnych filmów. Jeżeli coś miałoby zostać zabronione, to w obu dziedzinach jednocześnie.

Będą więcej piracić, czy na pewno?

Niektórzy usilnie starają się przeciwstawić temu projektowi wzrost piractwa. Śmiem twierdzić, że to bzdura. Cyfrowej dystrybucji legitymowanie kupującego w ogóle nie dotknie, bo albo nie będzie podlegać polskiej jurysdykcji, albo skończy się na tradycyjnym „Potwierdzam, że ukończyłem 18 lat”. Nie muszę tłumaczyć, że zakazany owoc smakuje najlepiej.

Kto śledził premierę np. GTA V, ten wie, że piractwo na Xbox360 (m.in. liczba przerobionych konsol) gwałtownie wzrosło właśnie po jej premierze. Gry konsolowe są na tyle drogie w dniu premiery, że osób poniżej 18 roku życia i tak przeważnie nie stać na ich zakup albo wcale nie mają zamiaru kupować za 200zł. W okresie przedświątecznym gry kupują rodzice, więc nie wiem jaki wpływ na piractwo miałoby mieć wprowadzenie legitymowania kupujących.

Ograniczenia wiekowe dotyczące alkoholu i tytoniu nie wpływają na czarny rynek tak, jak cena (czyli głównie wysokość akcyzy).

Czy ograniczenia są lekarstwem na brak odpowiedzialności?

Nie są, ale stanowią krok w dobrym kierunku. Rodzice powinni się interesować tym, co robią ich dzieci i w miarę możliwości spędzać z nimi swój wolny czas. Wbrew pozorom nawet wspólne granie w gry komputerowe z rodzicami, czego doświadczyłem już za czasów Commodore 64, jest bardzo ważne (w moim przypadku oznaczało również naukę alfabetu w grze „Koło Fortuny”).

Kilka lat temu pewna znajoma pedagog powiedziała:

Dzisiaj dzieci się nie wychowuje, tylko hoduje.

Każde działanie, które pozwoli nam w jakimkolwiek stopniu to naprawić, jest moim zdaniem bardzo pożądane.

Wolność to odpowiedzialność. ⤧  Następny wpis Ma granice nieskończony – rzecz o Bioshock: Infinite ⤧  Poprzedni wpis Z wysokiego zamku Pan